„Siedem życzeń” – trochę magii sprzed lat

 

Cześć Kochani!

Dziś w „Retro Dzieciaku” wracam do serialu, który na długo zapisał się w mojej pamięci – „Siedem życzeń”. Może nie każdy go kojarzy, ale ci, którzy oglądali, na pewno pamiętają czarnego kota Rademenesa i niezwykłą historię chłopaka, który miał szansę spełnić siedem życzeń – po jednym w każdy czwartek.

Pamiętam, że ten serial trochę mnie wciągał, trochę bawił, a trochę nawet uczył, że nie wszystko, czego chcemy, przynosi dobre skutki. I chociaż minęło tyle lat, do dziś lubię go oglądać. Ma w sobie ten specyficzny klimat tamtych czasów – bez pośpiechu, z pomysłem i jakimś takim ciepłem, które trudno znaleźć we współczesnych produkcjach.

Może to właśnie dlatego tak dobrze się go wspomina. I może dlatego wciąż potrafi dać chwilę oddechu – tak po prostu.

A Wy?
Pamiętacie „Siedem życzeń”?
Które życzenie najbardziej zapadło Wam w pamięć?
Macie seriale z dzieciństwa, do których wracacie do dziś?

Podzielcie się w komentarzach – chętnie poczytam Wasze wspomnienia.

Do następnego!
Natka – Retro Dzieciak

Komentarze

  1. Pewnie, że pamiętam i oglądałam jako osoba dorosła i bardzo mi się podobało.

    Chyba najbardziej Pragnienie posiadania służących - bo sama bym wypowiedziała takie życzenie oraz Pragnienie posiadania kota, który mówi - bo wtedy chciałabym gdy żył mój królik, to też żeby mówił. No i może jeszcze to z Faraonem też było fajne.

    Pewnie, że mam - Tabaluga, Pszczółka Maja, Niech żyje Król Julian, Gumisie.

    Już się nie mogę doczekać co będzie następnym razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz wyobraź sobie jakie kłopoty mogłoby wyłołac Twoje życzenie...

      Usuń
    2. No wiem, tak tylko napisałam, nigdy bym tak naprawdę ich nie wypowiedziała 😄

      Usuń
    3. W sumie dobry pomysł na fanfik ;)

      Usuń
    4. Nie wiem, czy dałabym radę coś takiego stworzyć, ale nie zaprzeczam, że masz rację.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zapraszam!

Tomek Sawyer? Film wystarczył.

Zmiana nazwy – ten blog też trochę dorasta